znowu nie śpię

______________________________

Niebo zdaje się świecić przez długie okno swą brązową barwą. Kaczki kłócą się o coś nad kanałem, a żadnych gwiazd i, ooooo!, księżyca nie widać.

Rozgryzłam tabletkę i obserwuję, jak spięte mięśnie zaczynają puchnąć i ciążyć mi swym słodkim ciężarem.

Kuzynka stąd wyjeżdża. Wiadomość ta spadła na mnie znienacka. Spadła i mnie przygniotła.

Mój „Podtrzymywacz” na duchu od momentu, gdy tylko weszła do naszego pokoju i opowiadała o Niderlandach w tak spokojny i radosny, pełen optymizmu sposób, że i mnie, zupełnie przerażonej, to się udzielało. W nocy wszystko wydaje się rosnąć, rozciągać, wydłużać. Gdy byłam dzieckiem, pokój wydawał mi się większy niż za dnia, a korytarz, którym biegłam do rodziców wystraszona jakimś złym snem, zdawał się nie mieć końca.

Wyjazd do Niderlandów był podobnym korytarzem. Wciąż wystraszona brnęłam przez kolejne formalności, marząc jedynie o tym, by się gdzieś schować. Dopiero kuzynka, drobna 24 latka, potrafiła wlać w me serce nadzieję, że kroki, które stawiam, z czasem przestaną być drżące i niepewne.

Protesty

Znów naród, zwołany tym razem przez byłego premiera oraz byłego przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska, wyszedł na ulice, by dać opór mniej lub bardziej skrytemu polexitowi marzącego się władzy. Tłumy na ulicach, przemowy, wzajemne podtrzymywanie się na duchu i jednoczesne, przekazywane sobie, trwanie w słusznym gniewie i buncie przeciw rzeczywistości gotowanej nam każdego dnia na mocniejszym ogniu przez PiS.

To mój kraj zamieniał się w ciemny korytarz: dyletanctwo rozciągnięte na obóz rządzący do granic możliwości, ciemność rozpostarta szczelniej w ich głowach niż naciągnięty, pęknięty balonik i noc, noc polarna chamstwa, bezczelności, arogancji, która zawisła ciężko nad całą Polską.

I w tym wszystkim nagle głos 94-letniej pani Wandy Traczyk-Stawskiej zwrócony ku Robertowi Bąkiewiczowi dudniącemu w swój megafon, gdy tylko na podium do tłumów wołał któryś z gości i nie umilkł nawet na czas odśpiewywanego hymnu. To głos kruchej już, a jednak dzielnej przez całe życie kobiety, który wybrzmiał niczym wołanie całego narodu: „milcz, głupi chłopie! Milcz, chamie skończony!”

I od tego momentu wlał się w moje serce pewien optymizm, a wraz z tym mocnym krzykiem spadło na mnie poczucie ulgi. Ta kobieta dała upust wściekłości wymieszanej z najgorszym ze składników: z niemocą, którą czuli wszyscy, nawet my tu, tu daleko. I jak strach przed nowym krajem ugasiła wtedy we mnie młodziutka kuzynka, tym razem lęk przed losem mojego własnego, ukochanego i „utraconego” (na razie przymiotnika w przenośni, cudzysłowie, ale to szybko ku dosłowności zmierzającego) kraju jednym krzykiem, jedną dzielną i odważną postawą, jednym szczerym niczym wilka wyciem – zatrzymała postawa kobiety dojrzałej.

Nadal nie śpię.
Ale zobaczyłam jedną, bladą gwiazdę.
I księżyc na brązowym niebie.
Teraz w me serce nadzieję wlała 94-letnia Pani Powstaniec.
Bo nikt nie jest dzielniejszy od tego, kto potrafi zatrzymać głupca.
I to jest prawdziwa cnota, jak widać, niewieścia.

______________________________

Gothicwind

Jestem filologiem klasycznym, literaturoznawcą, matką jednej córeczki, troje dzieci straciłam przez bezduszność systemu ochrony zdrowia. Jako kobietę po takich przejściach przeraża mnie podejście do tematu kobiety jako matki-bezwolnej, traktowanej niczym inkubator.
Denerwuje mnie też podejście (nie)rządu do mediów, uchodźców, sądów, pielęgniarek, ratowników medycznych, nauczycieli. Władza udaje, że jest głucha na nasz bunt. Musimy zatem protestować głośniej.


(tekst ukazał się na blogu https://gothicwind.blogspot.com/)

Back to Top