nora 219a

______________________________

Poranne światło wdziera się do namiotu, ściany tropiku nadają mu ciepłej, pomarańczowej barwy, jednak to nie ono mnie budzi. Coś próbuje rozpaczliwie dostać się do środka. Małe łapki uzbrojone w pazurki wczepiając się w ściankę wydają niepokojące dźwięki. Nieproszony gość jest już w połowie drogi do szczytu, tuż nad moją głową. Senna mgła rozwiewa się na dobre i poznaję w przybyszu nornicę rudą, zwaną tu potocznie myszą. Może zwabiło ją ciepło, może szuka schronienia przed niebezpieczeństwem, a może spóźniła się na harce, które co noc odbywają się w zakamarkach prowizorycznej platformy, na której stoi namiot. Delikatnie sugeruję jej, że gdzie indziej powinna szukać dziś szczęścia. Otwieram poły namiotu, w pobliskiej koronie drzewa bieleje dach skypodu, pod nim, umocowana do drewnianych bali powiewa zielono-czarna flaga. I tak oto zaczyna się kolejny dzień w Norze 219a, obozowisku Wilczyc.

Kim są Wilczyce?

Same o sobie mówią tak: „Jesteśmy rodzinną grupą Wilczyc, oddolnym, niehierarchicznym ruchem działającym na rzecz Puszczy Karpackiej. Jesteśmy aktywistkami klimatycznymi, feministkami, osobami queerowymi, anarchistkami o różnym pochodzeniu i wieku. Połączyła nas miłość do przyrody i wizja równościowego świata, wolnego od przemocowej hierarchii, opresji władzy, faszyzmu, wyzysku i eksploatacji istot ludzkich i nieludzkich”. Nie lubią określenia „wataha”, jego myśliwskie pochodzenie jest sprzeczne z wartościami przez nie wyznawanymi, wolą więc określać się jako rodzina. Do kolektywu może dołączyć każdy, wystarczy przyjechać. No właśnie, ale właściwie dokąd i po co? 219a jest leśnym wydzieleniem, można powiedzieć, działką leśną. Znajduje się w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, jest to również obszar Natura 2000. Administracyjnie podlega pod Nadleśnictwo Stuposiany. Nora 219a – taką nazwę Wilczyce nadały swojej pokojowej blokadzie, która zajmuje drogę leśną na terenie wydzielenia. W ten sposób uniemożliwiony jest wjazd ciężkiego sprzętu i wycinka drzew.

Walka o Puszczę Karpacką

Zgodnie z mapą Lasy i Obywatele w wydzieleniu 219a przeznaczone pod wycinkę jest 30% starego drzewostanu. Oznacza to praktycznie dewastację tego terenu. Przecież to nie jest tak, że te 30% magicznie zniknie bez żadnych szkód. Zrywka oznacza przeoranie niemalże całego obszaru do gołej ziemi, a właściwie gołego błota. Wydzielenia, na których trwają prace przypominają gigantyczny błotny ugór z koleinami wyżłobionymi przez koła maszyn. Nawet jeżeli do wycięcia przeznaczona jest tylko część drzew, te które zostaną będą musiały poradzić sobie z trudnymi warunkami zdewastowanej gleby. Nie wspominając o innych roślinach, ściółce czy żyjących tam zwierzętach i grzybach. Wycinka jest odpowiedzialna za degradację cieków wodnych, dewastację terenów lęgowych dla wielu gatunków zwierząt (np. ptaków łownych oraz dziuplaków: ptaków owadów, nietoperzy itp.), całkowite zniszczenie pokrywy glebowej, przyczynia się do zmniejszenia bioróżnorodności. Zgodnie z adnotacją na mapie: „Cały pododdział 219a ma status lasu ochronnego, który wg obowiązującego prawa powinien być szczególnie chroniony. Zgodnie z przyjmowaną przez Lasy Państwowe doktryną wielofunkcyjnej zrównoważonej gospodarki leśnej, funkcja gospodarcza nie powinna być wiodącą funkcją dla tego lasu”. Pod naciskiem aktywistów Nadleśnictwo obiecało, że do końca 2020 roku nie będzie prowadzona żadna wycinka na tym terenie – opowiada jedna z Wilczyc1 – Wiedziałyśmy, co może to oznaczać, że od początku roku mogą zacząć w każdej chwili, dlatego już 3 stycznia zaczęłyśmy blokadę. Nie pomyliłyśmy się też, na sąsiednich wydzieleniach zrywka zaczęła się bardzo szybko – Naszej rozmowie towarzyszy nieustanny dźwięk pił. Jest tak wkomponowany w tło, że zauważam go dopiero gdy cichnie – Wybrałyśmy właśnie 219a ponieważ względem tego wydzielenia prowadzone były już różne próby: petycje, protesty, interwencje. W tej sprawie apelowała m.in. Olga Tokarczuk. Niestety nie udało się powstrzymać planu wycinki. Blokada to nasza ostatnia szansa.

Trudno mi uwierzyć, że mnogość podjętych wcześniej działań nie przyniosła żadnych rezultatów. W tym apele środowiska naukowego. Najnowszym jest Apel w sprawie Puszczy Karpackiej Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN. Naukowcy zwracają uwagę na kluczowe znaczenie jakie ma ta część puszczy dla retencji wody. Jest tam wprost napisane, że kontynuowanie wycinki będzie miało bezpośrednie przełożenie na pogłębienie się suszy hydrologicznej. Do tego będzie poważnym zagrożeniem dla całego ekosystemu, unikalnych roślin i chronionych gatunków zwierząt w tym ptaków i owadów. To wszystko brzmi nieprawdopodobnie, przecież państwu powinno zależeć na czymś zupełnie odwrotnym, np. na łagodzeniu skutków suszy, a najlepiej zapobieganiu im.

Skąd więc decyzje o cięciu?

Mimo kilkukrotnych prób kontaktu z Nadleśnictwem Stuposiany nie udaje mi się uzyskać odpowiedzi na to pytanie. Podczas rozmowy telefonicznej z Nadleśniczą Ewą Tkacz dowiaduję się, że Nadleśnictwo oficjalnie nic nie wie o żadnej blokadzie. Swoją wiedzę na jej temat czerpią z wilczycowego fb2, ponieważ za każdym razem gdy straż leśna jest w obozowisku, osoby które spotykają jednogłośnie zaprzeczają aby były z kolektywu. Ten argument wydaje mi się być nieco dziwny. Blokada trwa już 7 miesiąc, a Nadleśnictwo nadal nie podjęło żadnej próby dialogu z Wilczycami. W rozmowie Nadleśnicza zasłania się właśnie brakiem możliwości zidentyfikowania konkretnych członków blokady, ale otrzymuję zapewnienie, że zostanie podjęta próba kontaktu drogą elektroniczną. Gdy zaczynam pytać o konkretne informacje dotyczące 219a (np. jakiego rodzaju będzie drewno z niej pozyskane oraz zysk jakiego rzędu jest z tego tytułu spodziewany?). Otrzymuję prośbę o wysłanie wszystkich pytań mailem. Do momentu publikacji reportażu nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Czuję narastającą złość i bezsilność. Nie dziwię się, że Wilczyce postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Co więcej od wilczych osób dowiaduję się, że Nadleśnictwo wysuwa pod ich adresem szereg oskarżeń, w tym ten o dewastacji drogi leśnej, na której znajduje się obozowisko. Patrząc na drogi, którymi drewno już jest ściągane zastanawiam się czy to nie jest jakiś żart. Co ciekawe 22 kwietnia (jeszcze przed moją rozmową z Tkacz) na stronie Nadleśnictwa pojawiło się oświadczenie o zamknięciu tej drogi w związku ze zniszczeniami dokonanymi przez niezidentyfikowanych wandali oraz ulokowaniem obozowiska Wilczyc. Więc jednak chyba Nadleśnictwo zdaje się przyjmować istnienie blokady oficjalnie do wiadomości. Co więcej zgodnie z oświadczeniem, o aktach wandalizmu zostały poinformowane właściwe służby.

W Norze

Obozowisko składa się z dwóch części – riverside i sunside. Na stole w obozowej kuchni w riverside, leży kultowa książka Earth first!, która właściwie jest podręcznikiem dla prowadzenia akcji tego typu. Są zawarte w niej przeróżne instrukcje np. jak krok po kroku zbudować skypod, czyli zawieszoną na drzewie platformę, na której mieści się konstrukcja przypominająca namiot. Cały myk polega na sposobie jego umocowania. Jedna z lin, która go podtrzymuje przebiega przez drogę, tak aby uniemożliwić przejazd ciężkiego sprzętu. Gdyby tak się jednak stało, lina uległaby zerwaniu, a cała konstrukcja poleciałby w dół wraz z człowiekiem, który by się na niej znajdował. W ten sposób niejako własnym życiem broni się blokady. Już sama wizja sprawia, że czuję ciarki na plecach. Wyobraź sobie: wyjątkowo mroźna, zimowa noc -15, -20, wszyscy grzejemy się w tipi, najcieplejszym miejscu w obozie, trwa dyskusja. Ktoś musi przedrzeć się przez śnieg na sunside i wspiąć się 10 metrów do skypodu. Nic dziwnego, że morale są raczej niskie. W końcu ok. 3 nad ranem jedna z wilczych osób podejmuje wyzwanie. Gdy dociera na miejsce widzi dziwną postać z czołówką, która na jej widok zaczyna uciekać. Oczom ukazuje się zdewastowany, najpewniej pocięty nożem namiot i przecięta lina od skypodu. Gdyby ktoś tam już spał prawdopodobnie skończyłoby się to tragicznie, poważnymi obrażeniami, w najczarniejszym scenariuszu – śmiercią. Nie wiadomo kto był sprawcą, jedno jest pewne, nie było to działanie podjęte spontanicznie, pod wpływem chwili. Najbliższe miejsce, w którym można zostawić samochód znajduje się ok. godziny drogi od obozowiska. To całkiem sporo czasu na wątpliwości i otrzeźwienie na mrozie.

Niestety to nie jedyne nieprzyjemności, które spotykają Wilczyce. Kilkakrotnie podejmowano próby zniszczenia obozowiska, niszczono barykady, raz doszło nawet do podpalenia.

– Przez sporą część zimy jakoś dziwnie smakowała nam też woda, jakby mydlinami, najmocniej czuć to było w owsiance – opowiada Wilczyca – Kiedy przyszły roztopy jedna z osób wybrała się na spacer wzdłuż strumienia, z którego czerpiemy wodę. Z powrotem przyniosła wielką garść kostek do kibla, ktoś próbował zatruć nam wodę, ale i to przetrwałyśmy – podsumowuje.

W Norze wszystko jest zorganizowane na anarchistycznych zasadach. Decyzje podejmowane są na drodze wspólnej dyskusji, nie ma hierarchii. Wieczorem ustalana jest lista zadań, każda osoba może zdecydować, co będzie robić następnego dnia. Zawsze można powiedzieć nie. Ten system nie opiera się na maksymalnej wydajności czy produktywności, istotą tej blokady jest obecność. Jeżeli przy okazji masz ochotę ugotować obiad – gotujesz dla wszystkich, tak samo w przypadku sprzątania i innych czynności. Głównym postulatem zielonej anarchii jest zniesienie opozycji człowiek – natura. Jako ludzie jesteśmy nierozerwalną częścią natury, powinniśmy działać w imieniu wszystkich żywych organizmów, a nie przypisywać sobie rolę panów i władców. Przede wszystkim musimy natychmiast przestać niszczyć świat, w którym żyjemy, bo przecież there is no Planet B.

Głównym językiem komunikacji w Norze jest angielski, wilcze osoby pochodzą z różnych stron świata, połączone przez wspólną sprawę. Podstawową kwestią jest również używanie właściwych zaimków osobowych, tutaj nikt nie będzie miał problemu np. z używaniem formy bezosobowej lub zaimka they. Przyjedź takim jakim jesteś, tu nie trzeba się ze sobą kryć. Wewnątrz obozowiska między członkami panuje otwartość i wzajemna akceptacja, dla świata na zewnątrz obowiązuje pewna doza nieufności, a może raczej dyskrecji. Nikt nie używa prawdziwego imienia, tylko ksywek. Biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło oraz różne potencjalne nieprzyjemności, które mogą je spotkać, trudno dziwić się tej potrzebie anonimowości. Tak samo nieprzypadkowo używają wilczych masek kiedy wypowiadają się dla mediów. Gdy pytam jedną z Wilczyc od jak dawna przebywa w obozowisku, w odpowiedzi słyszę tajemnicze: pomidor – i już wiem, że to w jaki sposób wyobrażałam sobie ten reportaż musi ulec zmianie. Większość pytań, które sobie założyłam zwyczajnie nie będzie miało zastosowania lub nie usłyszę odpowiedzi. Dni w Norze płyną niespiesznym rytmem (nie licząc oczywiście odwiedzin ze strony Straży Leśnej), zgodnym z naturą. Jednego dnia padający śnieg skutecznie pokrzyżował nasze plany wieszania kolejnych banerów na sunside. Większość czasu spędziliśmy grzejąc się w tipi i gotując, wybraliśmy się też na krótki spacer po okolicy. Szliśmy w górę niezbyt stromego zbocza. Próbowaliśmy wypatrzyć zielone kropki na drzewach – znak przeznaczonych do wycinki.

– Ok, nie jest tak źle – myślę sobie – w polu widzenia to tylko co któreś drzewo, całe połacie są wolne. Trwałam w tym stanie dopóki się nie odwróciłam. Mniej więcej co drugi dorodny buk i potężny świerk są oszpecone fosforyzującym zielonym punktem. Jakby komuś zależało, żeby oznaczeń nie było widać z drogi. Nie ma wątpliwości, ta część 219a prawie cała przeznaczona jest pod topór.

Tym większym przeżyciem była dla mnie nauka wspinania się na drzewa. W równoległej rzeczywistości, w której nie ma Wilczyc, nie ma też już tego lasu. To trochę tak jakby wspinać się po granicy tych dwóch światów i to sposobem arborystów. Za pomocą uprzęży i taśm. Jedna taśma służy do asekuracji, a druga z pętlą na nogę pomaga przy wybiciu. I tak krok po kroku, ruchem robaczkowym, przesuwając taśmy i tuląc się do pnia zdobywa się kolejne centymetry. Mięśnie, z których istnienia nawet nie zdawałam sobie sprawy pracują zawzięcie, rozgrzane do czerwoności. Wytrzymajcie jeszcze chwilę, jeszcze kawałek. Może to jeszcze nie jest szczyt, ale widok przepiękny, zwłaszcza jeżeli spojrzy się wzdłuż pnia prosto w dół. Tutejszy las dopiero powoli budzi się z zimowego uśpienia, kora delikatnie pachnie świeżością, witalnością. Podobno jeżeli dostatecznie mocno się wsłuchać można usłyszeć jak wewnątrz pnia tętnią życiodajne soki i budzą do życia całą roślinę.

Później pracujemy przy barykadzie, trzeba ją powiększyć i wzmocnić. Poprzednia była już kilkukrotnie niszczona przez ciężki sprzęt przy asyście straży leśnej. Wbijając gwoździe w konstrukcję rozmawiam z Pi, o tym, jak tu trafiło.

– O blokadzie dowiedziałam się w czasie innej okupacji – opowiada – po prostu poszła informacja, że w Polsce z początkiem stycznia zacznie się blokada, kto jest chętny? Aktywizmem zajmuje się już od jakiegoś czasu. Początkowo były to demonstracje, pikiety, wiesz, takie wydarzenia, z których zdjęcia możesz pokazać dziadkom – mówi – ale bardzo szybko okazało się, że to nic nie daje, wszyscy głaszczą nas tylko po główkach i mówią „och jaka zaangażowana młodzież”, ale realnie nic to nie zmienia. Zrozumiałam, że potrzebne są bardziej radykalne działania.

Odnoszę wrażenie, że Pi jest przedstawicielem pokolenia, dla którego rzucenie szkoły, rezygnacja ze studiów nie jest problemem. Po co im one, skoro przyszłość, w której świadectwa, prace magisterskie i inne papiery mają jakieś znaczenie, jest zagrożona przez katastrofę klimatyczną? To kwestia priorytetów.

– A co zrobisz, kiedy blokada tutaj dobiegnie końca? – pytam.

– Pojadę na następną – pada zdecydowana odpowiedź – Wiem, że narzekam, kiedy jest zimno, wieje, mam mokre buty i marzną mi stopy, ale gdy jestem w mieszkaniu z ogrzewaniem, prądem itp. to brakuje mi tego. Tutaj żyję naprawdę.

Po obiedzie rozmawiam z Siwym, który spokojnie pali fajkę i snuje swoją opowieść. Do obozowiska przybył z twardym postanowieniem: zostanie tak długo jak będzie trzeba.

– Wilczycowy profil na fb zobaczyłem jakoś w styczniu – opowiada – pomyślałem ot banda dzieciaków w maskach bawi się w okupację lasu, ale czas płynął, aż zobaczyłem post, że właśnie mija 66 dzień blokady. To już nie wyglądało na zabawę, zwłaszcza zimą. Rzuciłem więc pracę w korpo, sprawy w „starym życiu” poukładałem tak, że mogę zostać tu nawet i do końca świata – widać, że swoje „tam” będące przeszłością oddzielił już od teraźniejszego „tutaj” – Nie podoba mi się to, jak zorganizowana jest ludzka rzeczywistość. Kieruje się niewłaściwymi wartościami. Tutaj nawet jeżeli nie będę robił jakoś specjalnie dużo, to i tak pod koniec dnia mam poczucie, że zrobiłem coś dobrego. Tam tego nie czułem. Nie mówiąc o śladzie węglowym. Ten, który tutaj wytwarzamy jest minimalny, tak naprawdę do życia potrzebujemy bardzo niewiele.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Siwy nadał nowe znaczenie powiedzeniu „rzucić wszystko i jechać w Bieszczady”, nie chodzi już o odcięcie się od świata, zaczęcia nowego życia blisko natury, ale walkę o nią.

Czy nie jest za późno?

Będąc w obozowisku cały czas myślę o Koyaanisqatsi3 życiu pozbawionym równowagi, wprawionym w niekończący się pęd za zyskiem, wzrostem, kup więcej, kup taniej, które doprowadziło nas i cały nasz świat na skraj przepaści. Czy ruchy takie jak Wilczyce mogą coś zmienić? Nie da się ukryć, że dzięki ich obecności jak dotąd udało się uratować ok. 1300 drzew, a to dopiero początek. Przetrwały ciężką i mroźną zimę, przed nimi lato. Jedno jest pewne. Nadleśnictwu nie będzie łatwo się pozbyć blokady. Ale czy w światle ogromu niesprawiedliwości, dewastacji i zwykłej głupoty nie jest to tylko maleńka kropla, nie mająca w szerszym rozrachunku znaczenia? Ostatniej nocy cały las rozbrzmiewał charakterystycznym pohukiwaniem. Puchacze urządziły sobie polowanie, myszy pod namiotem siedzą cichutko i udają, że ich nie ma. Otwieram poły namiotu, cały las tonie w stalowym blasku księżyca w pełni.

– Warto – szepczę do siebie i chowam się w środku.

______________________________

Natalia Jastrzębska


1 Określenia Wilczyca będę używała w odniesieniu do wszystkich osób działających na rzecz blokady, bez względu na płeć, zamiennie z wilcza osoba. Ksywki, które pojawiają się w tekście zostały zmienione.

2 https://www.facebook.com/kolektyw.wilczyce [przyp. red.]

3 Koyaanisqatsi – w języku Indian Hopi życie pozbawione równowagi dążące do katastrofy. Tytuł filmu G. Reggio 1982.


Bibliografia:

Apel w sprawie Puszczy Karpackiej Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN: https://naukadlaprzyrody.pl/2021/03/31/apel-w-sprawie-puszczy-karpackiej-komitetu-biologii-srodowiskowej-i-ewolucyjnej-pan/

Mapa Lasy i Obywatele: https://mapy.lasyiobywatele.pl/zanim-wytna-twoj-las.html

Ulotka informacyjna kolektywu Wilczyce

Zarejestrowana rozmowa z Nadleśniczą Ewą Tkacz z dnia 28 kwietnia 2021 roku

Back to Top